Siedzę sobie spokojnie w pokoju jedząc kanapki, pijąc herbatę i pisząc ten wpis. Dzisiejszy konkurs skoków w fińskim Kuopio dał mi wiele do myślenia nad znaczeniem słowa “fenomen”. Bo kimże jest fenomen jak nie tym, który przekracza granice, który robi coś, co inni mają w głowach, ale nie w rzeczywistości.
Ciąg dalszy
skoki narciarskie
Wszystkie wpisy otagowane „skoki narciarskie”
Od niemalże 10 lat w moim domu panuje niepisana zasada – jak są skoki to się je ogląda. Obojętnie, czy jest godzina 8 rano, czy tradycyjna 14. Bez względu na to, czy był to weekend, czy środek tygodnia (jak Turniej Czterech Skoczni lub Turniej Skandynawski). Czas od końca listopada do połowy marca to okres w pewnym sensie najpiękniejszy (choć zimy nienawidzę!). Choćby się waliło i paliło – u mnie były skoki. W pewnym sensie wychowałam się na skokach. Ledwie odrosłam od ziemi, a już wiedziałam kto to Małysz. Nie wiedziałam jednak wtedy, jak wielkiej radości będę świadkiem pzez te lata. Nie wiedziałam, jak cudowną historię jest w stanie napisać ten drobny facet “z wąsem”.
Ostatnio obserwuje się powrót popularnej lata temu “Małyszomanii”. W moim domu ona się tak naprawdę nigdy nie skończyła. Czy Małysz był pierwszy, czy 35. – zawsze oglądało się konkursy skoków. Gwałtowny skok ilości kibiców Małysza nie dziwi. Po takich sukcesach trudno, by kolejne przechodziły bez echa. Po nieudanych igrzyskach w Turynie, “Orła z Wisły” wysyłano na sportową emeryturę. Odgryzł się już rok później, zostając po raz czwarty w karierze Mistrzem Świata. Gdy przed Igrzyskami w Vancouver wydawało się, że konkurencja jest nie do przeskoczenia, nagle przyszła forma. Rywale się wykruszyli (gdzie byli Austriacy, gdzie był Jacobsen?), Adam zachował zimną krew. Dwa srebrne medale! Dwa medale!
Dla mnie Małysz mniej jest skoczkiem, a bardziej… zjawiskiem. Jest tymi tysiącami kibiców zbierających się co roku przy Wielkiej Krokwi. Jest tymi, którzy zbierają się przed telewizorami w nadziei, że “jeszcze będzie pięknie”. Jest szałem radości, który wybuchł po wielkim, aczkolwiek niespodziewanym sukcesie. Jest rywalami, którzy zawsze wyrażali się z szacunkiem i zawsze obawiali się powrotu “Mistrza”. Jest idolem dla młodych Polaków, którzy widzą, że wyskakać, wywalczyć można wszystko. Wystarczy chcieć. Jest sportowcem, który niczym feniks z popiołu potrafi odrodzić się w najważniejszym momencie. Jest metaforą zwycięstwa. Adam to zwycięstwo, zwycięstwo to Adam.
Dziś Małysz ma 32 lata. Jest czterokrotnym Mistrzem Świata (1 raz wicemistrzem). W swoim dorobku ma 4 Kryształowe Kule. Sukces w Vancouver powiększył jego dorobek o kolejne dwa medale Igrzysk Olimpijskich. Jego sukcesy pozwalają mu na zajęcie miejsca w gronie najwybitniejszych przedstawicieli swojej dyscypliny. Nie jest jednym z wielu, którzy się przewinęli. Jakich setki. Jest jednym z tych, których pamiętać będą pokolenia. Tak, jak środowisko biathlonowe zapamięta Ole Einara Bjoerndalena, a pływackie Michaela Phelpsa. Jest tym, czym Mozart dla muzyki. Melodia jego skoków będzie odgrywana latami.
Pytanie tylko…
Co dalej? Co się stanie, gdy Adam skończy karierę? Co będzie dalej z tym sportem w Polsce? Nastanie jedna wielka żałoba? Myślę, że może tak być. Ludzie tacy jak Małysz są nie do zastąpienia. Nie do podrobienia. “Orzeł z Wisły” jest jeden, podobnie jak państwem rządzi jeden król.
9. listopada 1995 roku, Diego Maradona otrzymał tytuł: “Mistrzowskiego Inspiratora Snów”. Aż dziw, że Adam do tej pory go nie otrzymał…