Witajcie!
Przygotowania do zawodów przebiegają póki co w miarę płynnie. Do startu coraz bliżej a ja mam coraz więcej obaw z nimi związanych. Czy nie ruszę za szybko? Czy nie przecenię swoich możliwości i końcówka nie będzie koszmarem? A może wręcz przeciwnie – zostawię na koniec za dużo sił i nie zdążę “zużyć” całego paliwa… Te i inne wątpliwości poniewierają się w mojej głowie na myśl o 5 września. Z jednej strony się boję a z drugiej czuję radosne podniecenie i zadowolenie na myśl, że robię coś dla siebie, że potrafię poświęcić czas dla swojego zdrowia, sylwetki, nastroju.
Ostatnio zauważyłam, że wzrosło moje tempo wyjściowe. Szybciej truchtam męcząc się tak samo jak kiedyś (czyli niewiele – trucht nie jest nadmiernie męczący), jednak z przyspieszeniami (nie mówiąc o sprintach) wciąż jest problem. Najbardziej nienawidzę treningów piątkowych bo są najszybsze. Najważniejsze już jednak za mną. Został przyszły tydzień normalnych treningów i tydzień przed startem, który – z wiadomych względów musi być nieco luźniejszy, by organizm mógł się zregenerować.
Moje plany na tą jesień obejmują jeszcze “Bieg Trzech Kopców” 3 października. Dystans jest taki sam (13 km), jednak trasa jest bardziej pagórkowata, więc będzie się biegło trudniej. Obawiam się zimy. Trener, a zarazem dobry kolega uważa, że powinnam biegać. Nie ukrywam przed sobą i przed nim, że nie cierpię biegać w zimie. Zimne powietrze drażni drogi oddechowe podczas biegu, co powoduje ból i pieczenie gardła. Owszem, można gardło “zamrozić”, tzn. przyzwyczaić do tego typu biegów. Pamiętam jednak co działo się w tamtym roku.
Co do wiosny 2011… w planach jest na pewno półmaraton pomiędzy końcem marca a początkiem maja. Wcześniej może jakaś piątka czy dyszka na przetarcie, nie wiem. Na lato jakiś podobny dystans a na jesień 2011… maraton
Treningi przebiegają różnie – jedne są bardzo dobre, po niektórych chcę więcej, albo jestem w niewielkim stopniu zmęczona. Inne przebiegają koszmarnie i aż chce się płakać ze szczęścia gdy wreszcie się skończą. Arytmia treningowa to normalność w moim stadium przygotowań i tylko sumienna, ciężka praca pozwoli te problemy zmniejszyć. Najważniejsze, że niedziela to zwykle ten “dobry” dzień.
Z biegowego szlaku pozdrawia
Magda