5 września w niedzielę odbędzie się Bieg Siemaszki. Zawody odbędą się na dystansie 13 km. Czasu coraz mniej, a ja ciągle nie czuję się dobrze przygotowana. Wydaje mi się, że wyrobię się w limicie czasowym (dwie godziny) i taki według trenera powinnam mieć cel, gdyż to moje pierwsze zawody. Cel jest w zasięgu ręki. W tym momencie mój trening ma na celu przygotowanie podstaw szybkościowych i wydolnościowych pod przyszłe bieganie (w 2011 roku odbędzie się jubileuszowy, bo dziesiąty Cracovia Maraton, pewno mój kolega-trener mnie zapędzi do biegu
). Jednego dnia trenuję szybkość, innego tempo startowe, niedziela natomiast to długie wybiegania. Dlaczego długie wybiegania w niedzielę? Ano dlatego, gdyż to zwykle w ten dzień odbywają się zawody (wyjątkiem są biegi sylwestrowe, czy zawody odbywające się z innych okazji). Zapytacie pewno…
Po co mi to? Po co mam biegać, jak mogę siąść przed telewizorem, komputerem, poczytać książkę, poleżeć. Dlaczego świadomie i dobrowolnie wybieram wysiłek fizyczny, momentami naprawdę ciężki? Odpowiedź na to jest łatwa i trudna. Biegam dla każdej chwili spędzonej w biegu, gdy jestem sama ze swoimi myślami, mogę się wyłączyć od otaczającego mnie świata, spojrzeć na problemy z innej perspektywy. Po powrocie do domu umysł mam oczyszczony. Nie bardzo potrafię odtworzyć o czym myślałam w czasie biegu. Problemy – przynajmniej chwilowo – nie istnieją. Biegam też dlatego, by zrobić coś dla siebie. By się czymś zająć. Ale też po to… by coś sobie udowodnić. Wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko chcieć. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego robię to co robię. A przynajmniej nie potrafię wyjaśnić tego tak, by każdy zaraz rzucił wszystko, ubrał dres, adidasy i poszedł biegać.
Mój trener jest 21-letnim kilkukrotnym Maratończykiem. Wielokrotnym uczestnikiem innych zawodów. Jest kimś, kto motywuje, gdy nie chce się wyjść. Jest kimś, kto doradzi, gdy nie wiadomo jak oddychać przy -15 stopniach. Jest kimś kto przestrzeże przed zbyt ciepłym ubiorem i za krótką rozgrzewką. Jest autorem mojego planu treningowego. Gdyby nie on już dawno bym się poddała. Jeśli kiedyś to przeczytasz – dziękuję
Dziś ćwiczyłam tempo startowe. Muszę przyznać, iż po ciężkim dniu spędzonym w pracy (wykładanie opakowań papieru do drukarki!) tempo było zadowalające. Widać jakby niewielki postęp, choć jeszcze wiele pracy przede mną bym w Biegu Siemaszki mogła powalczyć o coś więcej niż ukończenie.
PS. Pamiętajcie: im szybciej zaczniecie, tym dalej zabiegniecie.