Niedawno zakończyły się piłkarskie Mistrzostwa Świata w RPA. Nie ma co ukrywać – tęsknię za sportowymi emocjami na najwyższym poziomie. Nie w europejskich pucharach, gdzie polski zespół remisuje z amatorami z Malty by potem stwierdzić, że murawa była zła, pogoda była zła a rywal miał inne buty. Mistrzostwa Świata to inna bajka. Inny poziom, choć jak pokazał przykład Francji i Włoch, tu też można spaść “dalle stelle alle stalle”. Z gwiazd w gnój. Oto moja subiektywna ocena turnieju rozgrywanego po raz pierwszy na Czarnym Lądzie.
Zacznijmy od plusów. Będzie przyjemniej. Poza tym ich jest mniej.
1. Diego Forlan
Urugwajczyk to nie tylko jeden z lepiej zbudowanych piłkarzy. To prawdziwy lider, przywódca. Jego gra porywała nawet najbardziej mu przeciwnych. Doświadczony zawodnik zdobywał ładne i ważne gole (wolej w meczu z Niemcami o brązowy medal). Jego strzał z rzutu wolnego w poprzeczkę w ostatnich sekundach meczu o trzecie miejsce to łabędzi śpiew, który słusznie został nagrodzony. Diego Forlan został wybrany najlepszym piłkarzem MŚ w RPA.
2. Mesut Ozil.
Dawno żaden nowy, młody zawodnik nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia. Jego grę oglądało się z wypiekami na twarzy. Jego asysty (przy golu Muellera w meczu z Anglią) pozwalały kolegom na zdobywanie goli. Wiele prób prostopadłych podań znalazło cel u napastników jego zespołu. Kapitalny gol w meczu z Ghaną był sygnałem, że Niemiec tureckiego pochodzenia może być jednym z najlepszych piłkarzy w najbliższych latach. Nikogo już chyba nie dziwi, że młodym piłkarzem Werderu Brema interesuje się Real Madryt?
3. Urugwaj.
Wychwalana pod niebiosa Ameryka Południowa, która do pewnego momentu radziła sobie naprawdę znakomicie, zameldowała się w półfinale z zaledwie jednym reprezentantem. Ale za to z jakim! Urugwaj to zespół, który zostanie zapamiętany zarówno z powodu przebojowej jak i momentami szczęśliwej gry. Szczęście dopisało im w meczu z Ghaną, gdy bohaterem został napastnik Luiz Suarez, który w 120 minucie dogrywki rękami wybił piłkę z bramki. Łzy smutku zamieniły się w łzy szczęścia, gdy Gyan uderzył w poprzeczkę. W serii rzutów karnych lepsi okazali się Urugwajczycy… Patrząc na grę tego zespołu ciężko pojąć i żal cztery litery ściska, że Urugwajczycy powrócili do ojczyzny bez medali. Kibice powitali jednak swoich pupili tak, jak na kibiców czarnego konia mundialu przystało. Brawo Urugwaj!
4. Niemcy
Najmłodszy od czasów wojny niemiecki zespół pojechał do RPA bez Michaela Ballacka. Patrząc na grę naszych zachodnich sąsiadów trudno było dostrzec, by im to w jakikolwiek sposób zaszkodziło. Niemcy nudni? Niemcy defensywni? Nudnie grający piłkarze niemieccy przeszli do lamusa. W RPA widzieliśmy piłkarzy grających z pasją i polotem. Ofensywnie i miło dla oka. Z niemieckiego stylu nikt się dziś nie śmieje! Mimo, iż zajęli zaledwie trzecie miejsce, zapadli w pamięć nie mniej niż fantazyjny Urugwaj. Według mnie to Niemcy byli najlepszym zespołem MŚ. Jedno tylko zostało po staremu: perfekcyjna taktyka Perfekcyjnej Reprezentacji Niemiec.
5. Mały finał był wielki!
Mecz o trzecie miejsce zakończony ostatecznie zwycięstwem Niemiec nad Urugwajem z pewnością przejdzie do historii. Oba zespoły zaprezentowały ciekawą, ofensywną piłkę. Pokazały olbrzymie zaangażowanie i wolę walki. Serce mi się krajało, gdy patrzyłam na piłkarzy i myślałam: “kurde jedni wrócą bez medali!”. Ostatecznie bez medali pozostali Urugwajczycy, jednak postawa tego zespołu pokazała, że piłka może być piękna nawet bez medali i tytułów.
No dobra, koniec przyjemności. Pora na minusy. Kolejność tutaj ma znaczenie. Niestety, jest tego więcej.
1. Sędziowanie.
Nieuznany gol Franka Lamparda czy gol Teveza ze spalonego odbiły się szerokim echem w piłkarskim świecie. Dyskusja nad wprowadzeniem powtórek wideo zatacza coraz szersze kręgi i wątpliwe, by prezydent FIFY Sepp Blatter długo utrzymał się przy swojej opinii, że elektronika zabije futbol. Bo kto uleczy wciąż cierpiące serca fanów Anglii i Meksyku?
2. Finał
Zachowawczy. Zły. Denny. Nudny. Żenujący. Błe. Patrząc na obu finalistów odnoszę wrażenie, że powinni się zamienić z Niemcami i Urugwajem. Rozumiem częściowo zachwyt nad Holandią. Niespełniony, “zawsze dobry” zespół nie osiągnął nic od lat i nawet drugie miejsce w przeciętnym stylu jest sukcesem. A Hiszpania? Szarpane wygrane po 1:0 nie imponują. Styl też nie. Nie wiem czym tu się zachwycać. Mecz kiepski, finaliści nijacy… nie zapamiętam tego meczu na długo. Ani Holandia, ani Hiszpania nie zagrały nawet jednego tak dobrego spotkania jak Niemcy z Australią, Argentyną czy Urugwajem. Jak Urugwaj z Niemcami.
3. Wuwuzele
Kochane i nienawidzone, na Cyprze zabronione. Wuwuzele zrobiły furorę. Pozytywną, czy negatywną, zależy od indywidualnych preferencji. Mnie się te “instrumenty” nie podobały. Ich dźwięk mnie drażnił. Nie życzyłam źle afrykańskim zespołom, ale cieszyłam się, że polegli na ćwierćfinale. Dużo lepiej. Uszy odpoczęły.
4. Finaliści 2006
Uczestnicy wielkiego finału podczas niemieckich Mistrzostw Świata 2006 tym razem zupełnie zawiedli. Zarówno Francja jak i Włochy zakończyły udział w MŚ już po fazie grupowej zajmując ostatnie miejsca w swoich grupach. Francja zdołała jedynie zremisować z Urugwajem, pozostałe spotkania przegrywając. Włosi zaczęli nieźle. Remis z Paragwajem w dobrym stylu nie zapowiadał katastrofy. Kolejny mecz i wymęczony remis z Nową Zelandią wskazywał, że coś jest nie tak. Najgorsze obawy potwierdziły się podczas meczu ze Słowacją. Bezradna Squadra Azzurra przegrała 2-3 będąc tłem dla ambitnie grających debiutantów. Francja wróciła do kraju obarczona skandalami (wyrzucenie Anelki, protest piłkarzy). Włosi dotarli do ojczyzny plasując się w grupie za wyśmiewaną za braki techniczne Nową Zelandią…
5. Luis Fabiano
Bramkostrzelny i utalentowany napastnik był bohaterem jednej z najgłośniejszych negatywnych afer mundialu. Zapytany przez sędziego, czy pomagał sobie ręką podczas strzelenia gola przeciwko WKS, wykonywał gesty mówiące: “Nie, ręki nie było!”. Sędzia uwierzył, gola uznał. Co piłkarz powiedział w mediach? “Ręka była, niezamierzona!”, chwalił się rozpromieniony zawodnik. Naganne zachowanie i zawodnika i sędziego. Tylko który piłkarz postąpiłby inaczej? Może niektórzy nie afiszowaliby się z tym, ale czy któryś na pytanie sędziego odparłby: “Tak, była ręka”?
6. Maradona
Można Maradonę kochać. Można go nienawidzić. Polubiłam go za atmosferę, jaką wytworzył w reprezentacji Argentyny. Z piłkarzy emanowała radość. Jednak to wielkiemu Diego nie wystarczało. Słowne wycieczki w kierunku niemieckich piłkarzy przyniosły odwrotny efekt do zamierzonego. Argentyna została zmieciona przez Niemców 4-0, a “ballboy” Mueller był najlepszy na boisk. Maradona został więc mistrzem w… motywowaniu rywali. A chyba nie o to chodziło…
7. Eksperci w studio.
Momentami sensowni i zabawni. Niestety, tylko momentami. Najbardziej absurdalnie było, gdy całe studio debatowało nad nieuznaną bramką dla Paragwaju (w meczu z Hiszpanią). Uważali, że gol powinien zostać uznany, gdyż strzelał inny zawodnik a nie ten, który był na pozycji spalonej. Niestety, dostrzeżenie, że znajdujący się na pozycji spalonej absorbował obronę rywali i był na tyle blisko akcji iż miał na nią wpływ, przerosło całe studio.
8. Wybrzeże Kości Słoniowej
Ostatnie miejsce w rankingu minusów, ale jednak za coś się tu znaleźli. Cwaniactwo boiskowe, oszustwo i symulacje w najwyższym wydaniu. Apogeum miało miejsce podczas meczu z Brazylią. Nabieganie na łokieć Kaki i łapanie się za twarz (nawet jakby go coś zabolało to na pewno nie twarz!), to przesada nawet dla najlepszych pod względem boiskowego aktorstwa piłkarzy. Żenada.
Zastanawiacie się pewno skąd tytuł. Postawiłam taki tylko po to, by… go zanegować. Zwycięzca wcale nie bierze wszystkiego. Dziękuję Urugwajowi, dziękuję Niemcom. Dziękuje Chile, Słowenii, Słowacji, Szwajcarii… Zapracowali u mnie na dużo większy szacunek niż finaliści. Pokazali, że można przegrać i odpaść z klasą, z honorem, z podniesionym czołem. Pokazali, że porażka potrafi być bardziej doceniona i zapamiętana niż najpiękniejsze zwycięstwo.
Urugwajowi i Niemcom – za mecz o 3. miejsce, za postawę podczas turnieju.
Chile – za postawę, ofensywę, odwagę.
Słowenii i Słowacji – za pokazanie ambicji i walki do ostatniego spotkania (choć muszę przyznać, że Słowacja kiepsko zaczęła
)
Szwajcarii – za pokazanie, że emocjonująca może być nie tylko ofensywa.
No to czekamy na 2012 w Polsce ;]
jakie to szczęście, że tv w każdej chwili można wyłączyć
a wuwzele faktycznie były irytujące
Dlaczego tak wychwalasz niemców? Oglądałem ich mecz z Urugwajem i bardzo żałuję, że nie wygrali. Forlan tak się starał, a przeszkodziły mu tępe nazistowskie kloce, takie jak Muller. Ale w finale niezła bijatyka była, nawet grę w piłkę nożną do tego dorzucili.
Wychwalam Niemców gdyż podobała mi się ich gra i styl w jakim doszli do tego trzeciego miejsca. Mieli na tym turnieju jeden mecz, w którym przeszli “obok” spotkania. Był to mecz z Hiszpanią (w którym Hiszpania de facto zagrała niewiele lepiej…). Pokazali piłkę, jakiej nie pokazywali wcześniej (widziałeś kiedyś ofensywnych Niemców grających z polotem?
). A co do finału to właśnie to mnie przerażało, te faule. Oglądałam mecze, gdzie pierwszy faul był odgwizdywany około 20 minuty (i nie wynikało to z nieprzykładania się do gry!). Niektóre faule można zrozumieć. Taktyczne, czy te popełniane przez defensywnych pomocników (oni niejako mają taką pozycję, że faulują najwięcej). Ale gdy na 20 zawodników z pola (bramkarz otrzymuje sporadycznie – za opóźnianie gry, czy faul w polu karnym) kartek jest 14 (w tym “tylko” jedna czerwona!) to coś jest nie w porządku. Stąd taka a nie inna ocena finału.
Mnie wkurzali niemiłosiernie samą swoją obecnością. Nienawidzę niemców i żałowałem, że Urugwaj nie zajął 3 miejsca. Ale niemcy się poprawili – to już nie to, co kiedyś, nie to siedzenie przy bramce i prosta, defensywna gra. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że większość drużyny niemieckiej stanowią obcokrajowcy – zdrajcy swoich narodów. Jeżeli chodzi o finał, to Holendrzy zawsze grali agresywnie. Dopiero ich obecny trener przystopował trochę ich zapędy, bo reprezentacja popełniała mnóstwo fauli. Ale momentami mecz przypominał Mortal Kombat, zwłaszcza przy tym kopniaku…
Piszesz o zdrajcach narodu. Z Trochowskim jest ciekawa sprawa. Jego babcia pisała do PZPN-u. Wiesz co dostała w odpowiedzi? Że takich piłkarzy jak on to my mamy na pęczki. Poza tym tacy piłkarze jak Ozil czy Khedira urodzili się w Niemczech. Wyobraź sobie, że rodzisz się w USA. Twoi rodzice to Polacy, ale to USA kształtuje Twój charakter, wychowuje Cię niejako, rozwijasz się jako sportowiec korzystając ze środków USA. I co, reprezentujesz Polskę z którymi łączą Cię tylko osoby rodziców? Nie rozumiem postawy rozpowszechnionej w lekkiej atletyce, gdzie dużo ludzi reprezentuje Katar bo ten jest bogaty i dużo płaci za medale. Ale takie coś? Niemcy mają dużo zagranicznych piłkarzy, bo otworzyli rynek pracy i granice dla obcokrajowców lata temu.
Może i tak. Tym niemniej Podolski i Klose na przykład pozostaną zdrajcami narodowymi dla mnie. Gdyby sobie zagrali np.: w reprezentacji Francji, to nie miałbym nic przeciwko temu. Ale u niemców? Oni są naszymi najgorszymi wrogami; od tysiąca lat nas atakują. I nikt im nigdy za to nie odpłacił. Więc nie akceptuję gry Polaków w reprezentacji niemieckiej.