Witajcie moi mili czasami tutaj zaglądający i czytający tegoż bloga. Jak sami widzicie, ostatnimi dniami nie mam inwencji na nic nowego, ale ostatnio pisałam opowiadanie do szkoły na temat: “Jak nauczyciele chcą nas, biednych uczniów upupić?”. Wykorzystując sen, jaki miałam kilka nocy wcześniej, postanowiłam napisać opowiadanie. I to opowiadanie właśnie chciałabym Wam zaprezentować (zostało już ocenione:)). Miłej lektury.
- Rooomek! Wstawaj! – Bolek szturchnął wciąż śpiącego kolegę w ramię. Romek obudził się, przeciągnął i zaczął ospale wstawać. Spojrzał w kalendarz – był piątek, 13 czerwca 4015 roku. Już jutro w ramach egzaminu on i jego koledzy z roku zmierzą się z jednym z doskonale wyszkolonych potworów. Jakim? Rywala miało wskazać losowanie. Wszyscy uczniowie 10-letniego Gimnazjum imienia Księcia Konstantego w Wałbrzychu mieszkali w internacie, który – podobnie jak budynek szkoły – osadzony był na wzgórzu, z dala od zwykłych śmiertelników w ekologicznych samochodach.
- Spóźnimy się na akwarystykę – rzucił Bolek, jednocześnie zakładając sweter. Był wysoki i chudy. Miał brązowe oczy i płomiennie rude włosy. Romek z kolei był niższy, ale lepiej zbudowany. Emanowała z niego pewność siebie. Nie bał się egzaminu, gdyż był przekonany, że zda go z łatwością. W końcu nie chodziłby 10 lat do szkoły tylko po to, by pod koniec ostatniej klasy zginąć w walce z jakimś potworkiem. Zupełnie bagatelizował sprawę w przeciwieństwie do większości uczniów, którzy uważali, że nie są właściwie przygotowani do pojedynku, że są zagłaskani, a potem rzucani na głęboką wodę. Romek był na tyle pewny siebie, że w ogóle go to nie obchodziło.
- Dobra, dobra, idziemy.
- Dzień dobry kochani – stara Grażyna jak zwykle pojawiła się znikąd. Była wiekową, pulchną kobiecina. Aż dziw, że zatrudnili ją do nauczania akwarystyki, czyli nauki o podwodnych stworzeniach. Z jednym z takich mogli się jutro zmierzyć. Dziś wieczorem zaplanowane jest uroczyste losowanie. Romek zanurzył się w marzeniach. Chciał wylosować najtrudniejszego potwora – Ptegorozaurusa, tak, aby po pokonaniu go móc szczycić się sławą.
- Krupciu, skup się na lekcji – Stara Grażyna brutalnie wyrwała go z marzeń. “Krupciu”?! Tak szkoła przygotowuje do pojedynków z potworami? Zatrudniając pół – emerytowaną kobiecinę nie mającą pojęcia o temacie? Na szczęście ta lekcja i 6 kolejnych zleciało błyskawicznie. Romek i Bolek wrócili do internatu.
Pokój chłopców był duży i przestronny. Na lewo od drzwi stały szafy, dalej łóżko Romka. Po prawej było łóżko Bolka, oba przykryte zielonymi prześcieradłami. Na środku stał stół i dwa wielkie fotele. Chłopcy mieli do dyspozycji także balkon, łazienkę i telewizor.
- Myślisz, że przeżyjemy? – zaniepokojony Bolek przerwał milczenie.
- Gdyby nie Grażyna to byłbym tego pewien! A tak to sam nie wiem, co oni z nami robią. Dają nam tak ciężki pojedynek na koniec szkoły, a wcześniej karmią nas “krupciami”, “rybkami” i “kwiatuszkami” – Romek był wyraźnie zdenerwowany. Otarł pot z czoła. Czerwiec niezmiennie od wieków był upalny. Chłopak już nie był tak pewny swego. Dopiero teraz uderzyły go te “krupcie” i inne słodkości.
Uroczyste losowanie odbyło się w sali balowej w której przed dziesięcioma laty, jako szkraby składali ślubowanie. Bolek, pełen obaw i niepokoju wylosował Ptegorozaurusa. Trudno mu było być optymistą. Romek miał nieco więcej szczęścia – wylosowany przez niego Apolozaurus, lądowy krokodylo-podobny stwór był łatwiejszym przeciwnikiem. Jedynym problemem była jego zwinność, wielkość i ruchliwy ogon. Uczniowie po kolacji udali się do pokoi. W nocy Romek obudził się i usłyszał ciche łkanie Bolka. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że to może być ostatnia noc jego przyjaciela.
Bolek zginął. W walce nie miał żadnych szans. Już na początku został trafiony jadowitym kłem. Nie mógł nic zrobić.
Romek na swój pojedynek musiał czekać jeszcze dwie godziny. Jego pewność siebie i optymizm ulotniły się całkowicie. Chodził dookoła sali w której uczniowie oczekiwali na swoją kolej. Zanurzył się we wspomnieniach. Przypomniał sobie pierwsze dni szkoły. Początkowo zastanawiał się, na co komu szkoły szkolące do walki z potworami, jednak już w pierwszym tygodniu on i reszta uczniów dowiedzieli się, że w 2012 roku doszło do inwazji stworzeń, które zmiotły z powierzchni ziemi niemal całą ludzkość.
Wreszcie nadeszła jego kolej. Wszedł do ogromnej sali z wysokim, okrągłym sklepieniem. Wylosowany przez niego potwór leniwie przechadzał się na dwóch ogromnych łapach wymachując ogonem. Gdyby nie sytuacja to można by nawet pomyśleć, że jest sympatyczny. W końcu Apolozaurus dostrzedł, że ma towarzystwo. Złotymi oczami rzucił spojrzenie w stronę chłopaka, który dopiero teraz zrozumiał co to strach. Potwór ruszył w jego stronę. Romek błyskawicznie odskoczył w lewo, unikając w ten sposób potężnych szczęk krokodylo-podobnego potwora, który mimo swoich rozmiarów był szybki i zwinny. Romek robiąc unik, ugodził potwora mieczem w prawą łapę. Zawył z bólu, ale była to jego jedyna oznaka słabości. Z impetem uderzył Romka ogonem, wyrzucając go na drugi koniec sali. Chłopak mocno uderzył głową o twardą posadzkę, jednak nie poddał się. W ciągu kolejnych kilkunastu minut walki “cios za cios” udało mu się uszkodzić stworzeniu jego śmiercionośny ogon. “W zamian” potwór boleśnie zranił mu lewą rękę. Ogon Apolozaurusa nie został jednak na tyle uszkodzony, żeby nie dał rady ponowie wyrzucić Romka w powietrze. Tym razem, by uniknąć “spotkania” z posadzką, chłopak chwycił się wielkiej lampy wiszącej na samym środku sali. Wtedy wpadł na ryzykowny, ale jedyny w jego odczuciu słuszny plan. Rozhuśtał lampę i zeskoczył z niej wprost na głowę potwora, wbijając mu miecz w szyję. Z przebitego miejsca trysnęła krew. Potwór przewrócił się, a Romek wraz z nim. Nieszczęśliwie został przygnieciony przez łapę Apolozaurusa opatrzoną ostrymi pazurami. Długo trwało, zanim Romek wygrzebał się spod łapy potwora. Dobił stworzenie i niepewnym krokiem wyszedł z sali.
Romek zapadł w śpiączkę. Resztki jego świadomości kipiały ze złości. Po to to wszystko było? Dziesięć lat siedział w tej głupiej szkole tylko po to, aby niemal zabił go jakiś krokodylek? Z jednej strony “krupcie”, a z drugiej bariery nie do przeskoczenia. To ma być przygotowanie do życia? To ma być NAUKA?! Kazali nam wkuwać mnóstwo regułek tylko po to, żebyśmy potem polegli w życiu? Kto w obliczu śmierci myśli o składzie kości Ptegonozaurusa? Kto?! Upupienie do reszty, jak przed niemal 2100 laty napisał Gombrowicz.
Romek odzyskał świadomość po sześciu tygodniach.
ciekawe
Szkoda tylko tego Bolka, który poległ, niemalże bez walki.
O gębach Gombrowicza muszę przeczytać, jak i wiele lektur, które mi umknęły gdy uczęszczałem jeszcze do szkoły.
ja na szczęście chodziłem do technikum i tam trochę inne podejscie było do nauki, nauczyciele przedmiotów nietechnicznych trafili nam się w porządku i wpajali nam niezbędne minimum do zdania matury. A polonistka, kochana Ania, była mistrzynią w przekazywaniu najważniejszych informacji temu ‘stadu baranów’ jakie przyszło jej uczyć.
A na samej maturze miałem przyjemność zaprezentować temat, który sam sobie wymyśliłem, dzięki czemu jedyne książki jakie przeczytałem przez 4 lata i tak odnosiły się do tego co mnie interesuje.
Racja, że szkoła nie przygotowuje dobrze do walki z potworami jakimi są dzisiejszy rynek pracy, dorosłe życie czy założenie rodziny. Gdyż to są główne problemy młodego człowieka po uzyskaniu wykształcenia. Dzisiejsi rodzice także często zawodzą w tej kwestii, trzymając swoje dziecinki za rączkę, bądź całkiem odwrotnie zupełnie się nimi nie interesując.
Właśnie to chciałam pokazać, że szkoła nie przygotowuje do życia
A co do rodziców to często też wywierają na dzieciach (uczniach) niepotrzebną presję. Dzieci mają być KIMŚ bo rodzice tak chcą. Ja akurat od początku miałam luz i jakoś nie odbiło się to negatywnie na mnie. Uczę się normalnie i zdobywam wykształcenie. Można bez presji? Można. I nie mam obaw co tata czy mama powiedzą na jedynkę w szkole. A opowiadanie było dość skrótowo napisane, gdyż wzięłam pod uwagę to, że moja zmęczona polonistka musiała sprawdzić jeszcze kilkadziesiąt podobnych i starałam się “streszczać”.
U mnie nie było parcia na szkołę, ani niczego w stylu ‘będziesz prawnikiem’. w podstawówce mama pomagała nam w odrabianiu lekcji, później już jakoś trzeba było sobie radzić samemu, ale tez pomagala jak coś nie tak, albo trudne. Technikum miałem awersję do nauki (wpływ towarzystwa pewnie), ale tak samo jak studia przeszły mi bez większych trudności. Ważne wybrać tylko coś czym się interesujemy.
My, nie rodzice. 

Opowiadanie może i skrótowe ale zdążyłaś zawrzeć to co najważniejsze
niektóym się jednak udaje wygraćmimo braku przygotowania, co nastraja przynajmniej lekkim optymizmem
A tak, ostatnie to ze studniówki
Było bardzo, bardzo miło, cała klasa świetnie się bawiła. Jeśli masz ochotę zapraszam tu http://rykoszetem.wordpress.com/2010/02/02/studniowka-2010/
Przeczytałam opowiadanie. I czytając je pomyślałam sobie “Skądś to znam!” Spodobało mi się.
Ja już Ci mówiłem co sądzę o tym opowiadaniu (sf! Haha!)
I dalej proszę o ciąg dalszy